Cieszy mnie rano świergot ptaków za oknem,kolor wschodzącego słońca,zapach lasu rosnącego przy domu.Wstaję bardzo wcześnie niezależnie od pory roku ani od tego czy idę do pracy czy zostaję w domu.Poprostu jestem rannym ptaszkiem.
Dzisiaj zachwyciłam się wschodem sierpniowego słońca...ranki są już chłodne a słonko budzi się później niż jeszcze przed miesiącem.Stałam na balkonie i obserwowałam jak z minuty na minutę robi się jasno i wstaje nowy dzień.Wdychałam zapach sosnowego lasu ,rośnie tuż przy domu i zastanawiałam się co dzisiaj mnie spotka,cóż się wydarzy takiego,abym jutro mogła o tym napisać?
Nie potrafię ostatnio dogadać się z mężem,z byle powodu powstaje kłótnia a z tego tylko krok do potężnej awantury. O ile kłótnie podobno oczyszczają atmosferę w związku ,o tyle awantury działają nań destrukcyjnie i to wiem napewno.Powody zawsze się znajdą jeśli się chce je znaleźć...mężowi udaje się to wyśmienicie,natomiast ja wytrącona z równowagi bronię się i nie pozostaję mu dłużna .Efekt:awantura,burza z gradobiciem i piorunami...o co?a na przykład o to,że dzwonię do męża pytając go o powrót do domu z pracy i podaje mi przybliżony czas,w rezultacie wraca 2-3godziny później nie poinformowawszy mnie o zmianach planu.Jestem oczywiście zła o to,ale cierpliwie czekam ,gdyż wychodzę z założenia,że wszystko się mogło zdarzyć.Zdumiewa mnie fakt,iż mąż spóźnia się bez powodu bo akurat miał ochotę wstąpić po drodze na piwo i pogadać z kolegami,ale po co miał mi to mówić skoro i tak jestem w domu.A to,że się o niego martwię ,czekam z kolacją to poprostu nie jest ważne,ot podgrzeje się i tyle krzyku o nic.
Postanowiłam,że przestanę moją rodzinę uszczęśliwiać na siłę,zagłaskać można na śmierć podobno...ale bez głaskania i uszczęśliwiania też źle żyć.I co tu robić?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz