piątek, 21 sierpnia 2009

Radość

Cieszy mnie rano świergot ptaków za oknem,kolor wschodzącego słońca,zapach lasu rosnącego przy domu.Wstaję bardzo wcześnie niezależnie od pory roku ani od tego czy idę do pracy czy zostaję w domu.Poprostu jestem rannym ptaszkiem.

Dzisiaj zachwyciłam się wschodem sierpniowego słońca...ranki są już chłodne a słonko  budzi się później niż jeszcze przed miesiącem.Stałam na balkonie i obserwowałam jak z minuty na minutę robi się jasno i wstaje nowy dzień.Wdychałam zapach sosnowego lasu ,rośnie tuż przy domu i zastanawiałam się co dzisiaj mnie spotka,cóż się wydarzy takiego,abym jutro mogła o tym napisać?

Nie potrafię ostatnio dogadać się z mężem,z byle powodu powstaje kłótnia a z tego tylko krok do potężnej awantury. O ile kłótnie podobno oczyszczają atmosferę w związku ,o tyle awantury działają nań destrukcyjnie i to wiem napewno.Powody zawsze się znajdą jeśli się chce je znaleźć...mężowi udaje się to wyśmienicie,natomiast ja wytrącona z równowagi bronię się i nie pozostaję mu dłużna .Efekt:awantura,burza z gradobiciem i piorunami...o co?a na przykład o to,że dzwonię do męża pytając go o powrót do domu z pracy i podaje mi przybliżony czas,w rezultacie wraca 2-3godziny później nie poinformowawszy mnie o zmianach planu.Jestem oczywiście zła o to,ale cierpliwie czekam ,gdyż wychodzę z założenia,że wszystko się mogło zdarzyć.Zdumiewa mnie fakt,iż mąż spóźnia się bez powodu bo akurat miał ochotę wstąpić po drodze na piwo i pogadać z kolegami,ale po co miał mi to mówić skoro i tak jestem w domu.A to,że się o niego martwię ,czekam z kolacją to poprostu  nie jest ważne,ot podgrzeje się i tyle krzyku o nic.

Postanowiłam,że przestanę moją rodzinę uszczęśliwiać na siłę,zagłaskać można na śmierć podobno...ale bez głaskania i uszczęśliwiania też źle żyć.I co tu robić?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz